06.12.2009

Oscar Peterson: Karawana (Duke Ellington) 1986

.




.

14 komentarzy:

Orston pisze...

Świetna jazda, Karolu!

Mikołajkowe pozdrówki :)

Marek

Karol pisze...

Pozdrawiam, Marku :)
Miło, że zajrzałeś. W Mikołajki poczęstuję Cię kawą z przyprawą o nazwie kardamon, o, proszę :)

... W rzeczy samej, to smakowity kąsek dla kochających jazz. Wykonanie tego standardu jest dla mnie jak mistrzowska przejażdżka Ferrari ponad 300 km/h!
Nie potrafię słuchać inaczej niż na pełnej głośności (!), oczywiście na słuchawkach...
Chyba poświęcę Oscarowi Petersenowi swoje najnowsze haiku. Zasłużył na to w pełni przez te wszystkie lata, gdy dostarczał mi tylu przeżyć...

K.

Ps. Dla niezorientowanych: O. Peterson to ten spocony przy fortepianie, he he :)

Anonimowy pisze...

Nastrojowo "napiernicza" ten Petersen na klawiszach. Chciałabym widzieć to na żywo:).
Mała byłam wtedy, ale na pewno nie oderwałabym wzroku od wspaniałych muzyków...

Pozdrawiam Karola i Marka:).

Jak miło, że Marek pojawił się na Mikołajki:).

E.

Karol pisze...

Ano, napiernicza. Jak geniusz...

Dla Ciebie, Emilio, też mała czarna z kardamonem - dla zdrowia :)

To wykonanie... Hmmm...
... Przypomina mi rzeźbienie (w zawrotnym tempie) wspaniałej rzeźby - obrazu, w granitowej skale...
Warto też przyjrzeć się dokładniej szczęśliwym twarzom całej trójki. A w ostatnich sekundach - twarzy
perkusisty. Kwintesencja radości tworzenia i istnienia.
Po wielokrotnym odsłuchaniu tego utworu moja twarz - podobna :)

Pozdrawiam, Emilio,
K.

emberiza pisze...

Ouuć! Ale jazda. Super.
Iwona

Anonimowy pisze...

Trafiłeś Karolu, jestem smakoszem kawy:), z przyprawami jeszcze lepsza.
Tak, zauważyłam zafascynowanie grą Petersona w oczach kontrabasisty i perkusisty.
Zresztą, każdy z nich jest stworzony do grania. To się zwyczajnie czuje.
Ich radość improwizacji, czy wariacji jazzowej zaraża słuchaczy.
Mnie też wirtualnie zaraża:).

E.

Karol pisze...

Niech żyje jazz!

K. :)

Orston pisze...

Dziękuję, Karolu. Kaweczka "mikołajkowa" była przepyszna! :) Po niej wstąpił we mnie świeży haikalny duch i zapał, bo u mnie zastój ostatnio jakiś dziwny...
Miło tu między Wami pobyć :)

Serdeczności dla Wszystkich,
Marek :)

Karol pisze...

Marku, u mnie z weną słabiutko, ona jest jak Zorro: pojawia się i znika :)))

K.

Anonimowy pisze...

Nawet nie wspominajcie mi o wenie.
U mnie z nią kiepściutko:))).
Cisną mi się na usta słowa:"Nie ma, nie było i nie będzie":)).
To z pewnej polskiej komedii.
Może lepiej napiszę któryś z kolei pamiętnik?:)).

E.

Karol pisze...

Pamiętnik pisz, to bardzo cenne.
A haiku... samo do Ciebie przyjdzie. Zobaczysz.
Bądź cierpliwa, Emilko :)

K.

Anonimowy pisze...

Dzięki za miłe słowa, Karolu.
Racja.
:)

E.

Anna G. pisze...

Hello.

Mam pewne własne, żeby nie powiedzieć osobiste kryterium wedle którego niejako od razu wiem - czuję, czy dany utwór muzyczny jest "mój" (z mojej bajki) czy też nie. A więc dobra muza to taka, o której wiem, że wspaniale słuchałoby się jej podczas nocnej jazdy samochodem. I to najchętniej przez ledwo zarysowany w ciemnościach las, z otwartym gwiaździstym niebem nad głową. I ta chwila (oby trwała jak najdłużej) jest doskonała, bo nie trzeba tu niczego mniej ani niczego więcej.
Z Petersonem odjechaliśmy natychmiast i tyle nas widziano :-)))

Dobre kawałki zapodajecie, towarzyszu Karolu :-D

Karol pisze...

Anno,

A ja przed chwilą przejrzałem swojego bloga wstecz. Wciąż jestem pod wrażeniem Twojej konkursowej interpretacji "Truposza"... - http://www.youtube.com/watch?v=K_WQE7AO9LA&feature=related.

Pozdrawiam,
K.