13.07.2009

burza

.




burza
deszcz zamienia się
w grad






.

13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Cudowny wiersz. Szkoda, że wcześniej nie zetknęłam się z nim. Bardzo wymowny. Pozdrawiam Pana Doktora serdecznie.
Emilia

Karol pisze...

Witaj, Emilio:)

Bardzo mi miło, że spodobała Ci się ta poetycka miniatura, jaką jest haiku. Zapraszam jak najczęściej do dzielenia się refleksjami, to ważny sygnał dla mnie. A może sama piszesz haiku i pochwalisz się...?
Mam tylko mały niedosyt: nie wiem, kto do mnie napisał:)
... Może mała podpowiedź...?:)

Serdecznie Cię pozdrawiam,
Karol

Ps. Byłbym zapomniał. Na moim blogu wszyscy są ze mną na "ty"! :)

Anonimowy pisze...

Studiowałam polonistykę na UKW i miałam z Panem Doktorem wykłady z psychologii społecz. ( 2003- 2004r.) Mam nawet 5.0 z egzaminu u Pana. Nie wiem, czy już mnie Pan Doktor kojarzy? Kiedyś nawet po jakąś poradę przyszłam po wykładzie. Trochę "głupio" jest mi mówić Profesorowi na Ty, no ale skoro tak Pan proponuje, to cieszę się Karolu. Zresztą mój starszy brat nosi to samo imię i mam sentyment do niego... No i były Papież... niezwykła postać. Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Zapomniałam się podpisać u góry. Bardzo lubię haiku z 2 powodów: krótka forma, wymowna treść. To dziwne, ale może się tam pomieścić więcej skojarzeń, pomysłów niż w rozbudowanych formach. No i ta ascetyczna wręcz rama, która spina całość, tu nie można się rozpisywać... Tworzenie tych wierszy wymaga bardzo logicznego, wręcz matematycznego umysłu. Ja może niedługo spróbuję. Na razie nie mam odwagi. Pozdrawiam. Emilia

Anonimowy pisze...

Chyba popełniłam gafę... Ten pierwszy mój komentarz odnosił się do liryku " Ona" Juliana Tuwima. Po prostu coś, gdzieś nie tak wpisałam... W każdym razie Twoje Karolu haiku są ekstra i nie umniejsza to w żaden sposób rangi im. Swoją drogą fajnie byłemu profesorowi pisać na "Ty". Chociaż obawiam się, że zbyt wielu było studentów, żebym mogła zostać zapamiętana:)
Emilia

Karol pisze...

Już kojarzę, Emilio, pamiętam:)
Aż się zdziwiłem, jak
mnie odnalazłaś w necie... W tamtych latach nie pisałem jeszcze haiku i nie miałem blogu.

Gafa żadna, łatwo się pomylić, tak często bywa, he he :)

... Poyślałem, że jeśli interesuje Cię haiku a krępujesz się pokazać na moim blogu swoje próby, to napisz do mnie na maila. Chętnie pomogę, może coś Ci podpowiem odnośnie struktury i mechaniki tego gatunku poezji:)

karol-rosiak1@wp.pl

Pozdrówki,
K.

Anonimowy pisze...

Dzięki. Fajnie, że zostałam zapamiętana. Ja właściwie pamiętam wszystkich moich wykładowców z uczelni, takie "skrzywienie" studenckie? Żartuję - mam to po tacie, też kojarzy swoich sprzed lat z nazwiska imienia i w ogóle, więc to chyba genetyczne udogodnienie... He, He... Nie rozumiem znajomych, którzy nie zapamiętali własnych profesorów. Dzięki za mail. Pozdrawiam ciepło.
Emilia

Karol pisze...

:)

Zapraszam w moje progi jak najczęściej.

Ściskam serdecznie,
Karol:)

Anonimowy pisze...

Obiecuję, będę tu wracać. A teraz spodobał mi się haiku z kotem. Jestem od dzieciństwa "kociarą" i nawet teraz mam w domu( i na dworzu) kota Mysiuna. On się na razie nie tarza, raczej dokazuje. Odkąd w niedzielę wydałam jego siostrę znajomym, chodzi smutny, chudnie i prawie nie je. Smutno mi, bo chyba w kocią depresję popadł. Ale może niedługo już zapomni o swojej tęsknocie i "wróci do żywych". Koty to jednak wrażliwe zwierzątka i według mnie nie są fałszywe, jak wieść gminna niesie. Moj kot, jak tylko mnie usłyszy biegnie i się przymila. No i tęskni, gdy mnie długo nie ma w domu. Jak zwykle się rozpisałam:)
E.

Karol pisze...

... A ja, Emilio, zupełnie nie znam kocich zwyczajów. Dlaczego się wytarzał i odszedł po chwili z godnością?:) Nie mam pojęcia, ale na sennym, wiejskim podwórku to było wydarzenie godne odnotowania:) Więc napisałem o tej obserwacji.
Pozdrawiam, Karol:)

Anonimowy pisze...

Według mojego wieloletniego doświadczenia hmm... wysnuwam wniosek, że ów kot poczuł się nieziemsko swojsko i bezpiecznie oraz poczuł zdrową, optymalnie przyjazną atmosferę społeczną i " kocią", o ile w pobliżu też były koty i swoim kocim, mądrym łebkiem pomyślał, że chce okazać wszem i wobec, iż czuje się nieziemsko swojsko itd. i, że zaistniała wspaniała okazja ku temu! No i w ten sposób doszło do powyższej opisanej w Twoim Karolu haiku sytuacji. Gdyby ów kot poczuł choć cień niebezpieczeństwa, nie zachowałby się tak. Jednakże wspomniany kot mógł być również skrajnie odważnym i buntowniczym osobnikiem. Wytarzał się, chciał pokazać swą siłę przebicia, silny koci charakter, a nawet może chciał zamanifestować agresję. Ale ta druga możliwość raczej nie wchodzi w grę. Ja wierzę mimo wszystko w piękny i dobry świat.
Pozdrawki:)
Emilia

Karol pisze...

Dziękuję, Emilio, za fachowe wyjaśnienie tego, co zaobserwowałem. Masz rację, kot czuł się po prostu bezpiecznie. To zwykły dachowiec, ale codziennie karmiony przez gospodarzy na swoim podwórku... Agresji "na zapas" też nie można wykluczyć, ale któż wie, co pomyślał w tamtej chwili kot? :)
K.

Anonimowy pisze...

Przepraszam za mój przesadnie przekoloryzowany język wcześniej. Lubię się zwyczajnie pobawić słowem... Mam nadzieję, ze nie wyszło zbyt "dodowo"( podobnie do języka Dody). Czułabym się lekko skompromitowana:( Choć wyznaję zasadę "Peace for all". Chyba bezbłędnie piszę? Nie no teraz, to zupełnie piszę od rzeczy:)
E.